Mieszkanie na najwyższym piętrze bloku, z dużym balkonem i widokiem na morze. Albo własne cztery kąty w czterokondygnacyjnym budynku, przez okno którego możemy obserwować zachód słońca nad jeziorem otoczonym dodatkowo lasem. Brzmi pięknie, ale to przywilej zarezerwowany dla nielicznych. Rzeczywistość jest bardziej brutalna. W wielu przypadkach widok z okna nowego mieszkania pozostawia wiele do życzenia.

Coraz więcej bloków i apartamentowców próbuje budować się na jak najmniejszej przestrzeni, efektem czego jest coraz mniej terenu do zagospodarowania przez najemców. Prawdziwą zmorą nowych osiedli jest – delikatnie mówiąc – nie do końca zadowalający widok z okna. Nawet w przypadku, gdy osiedle wybudowane jest w atrakcyjnej dzielnicy, to nie na wszystkich nowych lokatorów będą czekały piękne krajobrazy rozpościerające się przez okna sypialni. Cierpi na tym także prywatność, bowiem bardzo często wystarczy odsłonić zasłony, aby zobaczyć, co aktualnie w swoim mieszkaniu porabia nasz sąsiad.

Coś za coś

Oczywiście oglądając takie mieszkanie przed zakupem, mamy świadomość, na co się decydujemy i nikt nas nie zmusza do zakupu konkretnego lokum w konkretnej inwestycji, ale sytuacja, w której najlepsze mieszkania na danym osiedlu są wykupione lub zarezerwowane, zanim podejmiemy decyzję o staraniu się o kredyt, to na naszym rynku nieruchomości codzienność. Ba, nawet jeśli dysponujemy odpowiednimi środkami finansowymi, to i tak zdarzy się, że ktoś nas wyprzedzi.

Co robić w takiej sytuacji? Takie mieszkania z reguły bywają tańsze, co jest oczywiste. Można też w takim wypadku negocjować cenę u dewelopera, zwłaszcza gdy takie mieszkanie jako jedne z niewielu wciąż stoi niewykupione. Na taki zakup trzeba się zdecydować tylko wtedy, gdy będziemy tych nieudogodnień świadomi. Nie jest to najważniejszy aspekt brany pod uwagę przez kupujących, ale nie jest też całkowicie ignorowany, a nawet zyskuje on na znaczeniu. Wciąż to cena i lokalizacja są dla nas na pierwszych miejscach.

Większy problem pojawia się wtedy, gdy przez pierwsze kilka lat cieszymy się pięknym widokiem z okna na przykład na panoramę miasta i dowiadujemy się, że w bardzo bezpośrednim sąsiedztwie powstać ma kolejne osiedle, którego się nie spodziewaliśmy lub nic nie wskazywało na to, że w naszej okolicy powstaną dodatkowe bloki. Wtedy dochodzi poważny problem ze sprzedażą takiego mieszkania, a możliwości manewru mamy w tym wypadku bardzo ograniczone.

Cztery kąty i on piąty

Tak jak wspomnieliśmy na początku, trudno w dzisiejszych czasach spodziewać się budownictwa rodem z PRL-u, które w powyższych kwestiach miało akurat kilka zalet. Styl, trendy, metody, rynek – wszystko jest inne i wszystkiego jest więcej, dlatego chcąc nie chcąc, musimy do obecnej sytuacji się przystosować. Mieszkając na osiedlu, którego bloki oddalone są od siebie trzydzieści metrów musimy nie tylko mieć szczęście trafić na sąsiadów nie awanturujących się, bo tacy zdarzają się wszędzie, ale musimy też liczyć się z tym, że – czy tego chcemy czy nie – będziemy narażeni podglądanie naszego życia przez kilka ciekawskich par oczu.

Share This